środa, 1 kwietnia 2015

A kto to wszedł na bloga?

Po dłuuuugiej przerwie od bloga, postanowiłam w końcu coś napisać, tak wiec.... ELO!
Jest więcej czytelników, kurde dzięki! Dopiero zaczynam to pisanie i tak dalej, a już ktoś to czyta - super hiper! <3
     Przez ten czas gdy nie było mnie na blogu, byłam po prostu wszędzie i dużo się działo.
Naprawdę trudno jest połączyć szkołę, naukę, lekcje, obowiązki, bieganie, opiekę nad zwierzętami i siostrą (no chyba że siostra też się zalicza do zwierząt? haha) do tego Facebook'i, Instagramy, Aski, Snapchaty i inne gówna zjadające większość czasu. ;)) Pamiętajmy, że poza dbanie o nasze profile, trzeba zobaczyć co u funfli i swoich idoli :)) Kwiat wyskoczył do Egiptu, a przyjaciółka leży chora w domu, o! a kolega z poprzedniej szkoły złamał rękę. Ojej! Jan Kowalski nie odrobił zadania domowego i pyta: "kto da spisać matmę?????" Ostatnio spadłam ze schodów (BRAWO!) i miałam stłuczone żebro, tak mocno że nie mogłam wstać łóżka. Płacząc z bólu próbowałam wstać w poniedziałek do szkoły, ale rodzice NA SZCZĘŚCIE pozwolili mi odpuścić ten jeden dzień. Przez calutki poniedziałek totalnie zrelaksowana patrzyłam co się dzieje na tych "gównach" ;)) W końcu znudzona fejsem, instagramem, askiem, snapchatem, weszłam na "jutup" :''D Standardowo zaczęłam oglądać ulubionych youtube'rów np. Kaiko, Stuu, Karolek95, Naruciak (są tu jakieś Ciuraki?), Ajgor Ignacy itp...
     Dzień zleciał tak szybko, że aż ZA szybko i kiedy myślałam, że żebra po takim odpoczynku nie będą bolały przeżyłam szok. Żebra bolały tak samo mocno i na myśl że jutro mam iść do szkoły, targać ciężką torbę i tak dalej jak to w szkole... padłam na łóżko i po prostu się poddałam.
    Na następny dzień wstałam, choć zajęło mi to 15 minut i powlokłam się do kuchni... Zjadałam drobne śniadanie, bo naprawdę nienawidzę jeść rano jedzenia + trzeba schudnąć parę kilo.
Ubrałam się i co? I do szkoły!
W szkole myślałam, że padnę z bólu, a szczególnie wtedy, kiedy trzeba było wchodzić na piętro po schodach na których, zawsze, ale to zawsze panuje chaos i ścisk.
Obolała wróciłam do domu, a na myśl o zadaniach domowych czułam jeszcze większy ból....
Reszta tygodnia wyglądała plus/minus tak samo.
LIPA.
Chodźcie po schodach  w kapciach, bo stłuczone żebro, to mega przykra przygoda. :(


Kilka dni, tygodni? Nie wiem, kompletnie nie liczę dni... dowiedziałam się że mój ukochany Kwiatuch leci do Edżiptu.
 Na początku, gdy wyleciał czułam się tak samotna i tak beznadziejnie, że nie wiem. On poleciał i w sumie kontaktu prawie nie było, choć Dawid próbował, wstawiał fotki itd...
Ale po krótkim czasie zaczęłam się cieszyć. NARESZCIE DAWID ODPOCZYWA! Jupi! Tak długo mu wszyscy truli, że aż się posłuchał i ODPOCZĄŁ. Z dumą stwierdzam, no grzeczny jesteś synek ;D
No ale nic nie cieszy tak, jak powrót idola do Polski. :)
  

    Koniec posta, następny za tydzień? Ok? Teraz ODPOCZYWAMY :) Wesołych Świąt i ten, no... hmm...
Powinnam na koniec walnąć jakąś brednię i na koniec napisać "PRIMA APRILIS!" Ale za cholerę nie mam pomysłu :(((
NARCIARZ! <3